wtorek, 3 listopada 2009

Human syndrome



Nikt z nas nie jest idealny. Każdy(?) to wie, każdy już to kiedyś słyszał, może się tym jako podręczną wymówką zasłaniał.
Wszyscy mamy swoje wady: jeden pali, inny nie umie przestać jeść, inny boi się ciemności, a jeszcze inny ma lęk wysokości.
W tych wszystkich problemach ciekawa jest pewna rzecz:
Człowiek nie potrafi powiedzieć: nie chce mi się nic z tym robić, wole sobie nadal siedzieć bezczynnie bo to łatwe, boję się zmian, poszukanie sposobu na poradzenie z tym przerasta moją zdolność inwencji etc.
Ależ nie!
Proszę państwa, ja jestem chory! Zawładnął mną demon! To mnie zmusza do sięgnięcia po fajkę! Ach, jakie to okrutne! Wezwijcie lekarza, najlepszego jakiego macie, to wymaga nadzwyczajnych środków!

Niezwykle zabawne jest tworzenie z naszych prostych wad, lęku przed własną niedoskonałością, wielkich zjawisk i chorób które nami władają. Tak, mam prawo nadal czynić źle, bo ja mam przecież straszną nieuleczalną przypadłość! Nie muszę pracować nad własnym charakterem i próbować coś ze sobą zrobić.
Bo ja jestem chory i nic na to nie poradzę.
Człowieku, spójrz prawdzie w oczy: nie jesteś chory, jesteś po prostu słaby.

piątek, 19 września 2008

Pray?



Dzisiaj naszła mnie pewna refleksja:
Otóż, bardzo często można zauważyć, że nasza modlitwa, czy ta w kościele, czy ta prywatna jest strasznie mechaniczna - po prostu wypluwamy z siebie stos głosek, kompletnie nie wkładając w to emocji, nie zwracając uwagę na sens tego co mówimy. Jak roboty.
Zauważyłem do tego zjawiska piękną analogię.
Nasze pragnienia, wszystko o co się 'modlimy', zarówno dosłownie, jak i w przenośni, staje się kompletną rutyną, to o czym marzymy przestaje być piękne, a staje się... niczym?

waiting...



Czynność zwana czekaniem znana jest każdemu z nas. Czekamy na różne rzeczy. Jedni na weekend, drudzy na przesyłkę ze sklepu, inni na ważne wydarzenie, niektórzy też wyczekują miłości
Często zdarza się, że wszystkie emocje, czynności, czy też rytuały mącą nam w głowie, przemęczają i dezorganizują życie bardziej niż ta rzecz zasługiwałaby na to.
Wraz z każdą minutą rozpędza się nasza wyobraźnia, nasze oczekiwania wobec przedmiotu pożądania wzrastają tak mocno, że gdy ta chwila nadchodzi doznajemy kompletnego rozczarowania, cała przyjemność z nią związana gdzieś się ulatnia.

A gdyby tak zupełnie zapomnieć o wszystkim i po prostu dać się zaskoczyć?

sobota, 16 sierpnia 2008

the best of... you?



W związkach między ludźmi często mówi się o wzajemnej akceptacji. Jako ideał stawia się akceptowanie bliźniego 'takim jakim jest'.
Jest to niewątpliwie piękna Idea, niestety ludzie którzy się nią kierują często lubią stawiać koło niej dodatkowe warunki.
Mawiamy wtedy 'kocham cię, ale mógłbyś... bla, bla, bla', co w wolnym tłumaczeniu daje nam 'tak, jesteś prawie idealny(a)', brzmiące cokolwiek bezczelnie.
Cały problem tkwi w tym, że zaczynamy wtedy kochać, lubić, szanować nie osobę którą widzimy, lecz kogoś, kto stoi obok - nasze urojenie na jej temat. Gdy to się pogłębi, dochodzą porównania - gdybyś tylko była jak 'ona', gdybyś...
hmm, gdybyś była kimś innym?

akceptować, to znaczy szanować człowieka, nie jego odbicie w jeziorze naszych wymagań.

piątek, 1 sierpnia 2008

wish you were here.




Ostatnimi czasy bywam strasznym antypatriotą.
Patrzę na moje otoczenie, patrzę na ten kraj i zawsze mam jedną myśl - co za kompletna dziura, pozbawiona jakiegokolwiek piękna. Ludzie wcale nie są lepsi - upierdliwi klienci w sklepie, przechodzień gdzieś na ulicy, czy klasyk - miła aż do bólu pani na poczcie... zgroza.
Z maślanymi oczami patrzę na coraz to nowsze ideały, pierwsza była islandia - wraz z całą jej magią i niesamowitością - za dalekim morzem musi z pewnością wyrastać coś pięknego.
Teraz zachwyam się japonią, która wprosiła się razem ze swoim anime i specyficzną muzyką. Podziwiając ich dzieła wprost czuję jakąś dziwną aurę emanującą wokół - że aż muszę się powtórzyć - coś pięknego!
Mam tylko pewną refleksję - czy to co z daleka błyszczy, z bliska nie okaże się tanim plastikiem, czy po prostu malutką lampką? Może to tylko poszukiwanie czegoś odmiennego mąci mi w głowie?

I może kiedyś, spełniając swoje marzenie, leżąc na isandzkiej plaży zatęsknię za 'panią z mięsnego'?


Post pisany przy akompaniamencie islandzkiego Sigur Rós i japońskiego Jinn, a jakże.

środa, 5 grudnia 2007

strange death




Każdy w swoim życiu ma słabe chwile. Ciemne plamy w życiorysie, których najchętniej nie chcielibyśmy pamiętać. Na szczęście jest to w większości przypadków okres szybko przemijający. Z mniejszych upadków łatwo sie podnieść, w gorszych przypadkach często pomagają nam przyjaciele, bliscy.
Są też takie przypadki, w których zaczynasz się topić i co gorsza nikt nie wyciąga do ciebie ręki. Coraz częściej zdarza ci się zachłysnąć gęstym uczuciem samotności, przed oczami rozmazany obraz całkowicie obojętnego świata. Krzyczysz. Coraz głośniej, coraz rozpaczliwiej, za każdym razem słysząc w krzyku swoją bezsilność. "Dlaczego nikt nie chce mi pomóc?, dlaczego nikt mnie nie słyszy?" myślisz, a gniew przepełnia twój umysł.
Chciałbyś umrzeć?
Nie ma tak łatwo. Jakaś wewnętrzna siła nie pozwala ci umrzeć, źłośliwie trzymając się przy życiu, jednocześnie coraz bardziej męcząc, wycieńczając. Czy ktoś ci pomoże?


O to mnie nie pytaj.

środa, 15 sierpnia 2007

Light.




Złudzenia. Niektóre piękne, niektóre tragiczne. Wytwory naszej wyobraźni, wyolbrzymiające cechy podmiotu, tworzący karykaturalny obraz sytuacji. Sprawiają, że coś co wydawało nam się dziwne, złe, czy niemożliwe, wydaje nam się całkiem inne, piękniejsze, bardziej przystępne. Działa to także w drugą stronę, co powoduje nasze senne koszmary, czy przerażające wrażenie, że ktoś(coś?) nas śledzi.
Można je nazwać krótką(czasami i dłuższą) chorobą umysłu. Można je także nazwać błogosławieństwem.

Moje marzenie. Bardzo skryte, piękne. I równie niemożliwe. Czy aby napewno? Złudzenie szepcze do ucha "marzenia się spełniają". Nie opieram się tej myśli. Jest taka wyniosła, piękna. I taka prawdziwa. Wdziera się do mojego umysłu, stając się moim motto. Widzę światło. O, jest także droga. Długa i kręta, ale cóż to dla mnie! Jestem silny. Chcę dotknąć, poczuć, mieć ten oślepiający płomień przy sobie. Mija czas, jestem coraz bliżej, mimo zmęczenia chcę iść dalej. Jestem już w połowie, tak. To już blisko.

Koniec historii pozostanie rzeczą zagadkową. Gdybyśmy chcieli go przewidzieć, z jednej strony ujrzymy ową postać sięgającą po swoje marzenie. Jej uśmiech, euforię. Z drugiej strony wyczerpany wrak człowieka przeklinający własną naiwność. A było tak blisko.

Mimo obawy, że każdego człowieka może spotkać owe zgubne zakończenie. Jednak obok niego jest jeszcze jedno zakończenie. Z obawy przed problemami decyduje się zawrócić. I żałuje tego do końca życia.

Wierzcie w swoje marzenia.

czwartek, 2 sierpnia 2007

I am.


Ostatnio często słyszę wyrażenie "bądź sobą!", rzucane w reklamach, opisach GG, i wielu innych miejscach. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać nad sensem tych słów. Bo jak można zdefiniować bycie sobą? Jako określony zestaw zachowań? A może zbiór słów których koniecznie trzeba użyć, wystrzegając się reszty?
Chcąc sobie wytłumaczyć, można posłużyć się pytaniem "kim jestem?", które w prostej lini zaprowadzi nas do tego, jak być sobą. Paradoksalnie, w większości(stu procentach?) przypadków, zapytana osoba nie będzie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie w zadowalający nas sposób.
Przecież nikt z nas nie ma szablonu określającego zestaw zachowań, zakres wyrażanych emocji, czy zbiór używanych słów. "bądź sobą" w tym momencie zmusza nas do próby zamknięcia się w statystykach, przez co potem możemy zachowywać się mniej naturalnie - właśnie doszliśmy do wniosku, że "to" takie debilne, albo do mnie chyba nie pasuje.
Czy na pewno autor słów tego chciał?
Gdybym miał zamknąć to, o co tak na prawdę miało chodzić, w kilku suchych słowach, to powiedziałbym: "bądź sobą. jeśli nie wiesz, kim jesteś, wie to twoje serce."

środa, 11 lipca 2007

hopegivers


Wraz z rozwojem technologii, w naszym świecie coraz bardziej rozpowszechnia się rodzaj rozrywki zwany oglądaniem filmów. Różnych. O miłości, o robieniu z siebie idioty, o ratowaniu świata jednoosobową armią, czy ataku wampirów, tudzież dwugłowych zombie. Niezależnie od tematu, czy ubogości fabuły, niemal wszystkie filmy mają jeden wspólny składnik - dobre zakończenie. Zagubieni zakochani kończą pocałunkiem, idiota... idzie dalej, heros chorujący na bezwładność twarzy wychodzi z budynku, otoczony tłumami bezrobotnych komandosów, zostawiając za sobą "tego złego", a zobmie gryzą glebę. Wszystko zawsze się udaje, szalę zwycięstwa niemal upadającą pod ciężarem samych złych rzeczy przeważa jedna godzina, czasem jedna chwila.
Każdy z nas chciałby być taki, jak główny bohater, chciałby żeby wszystko się udawało. Niestety, na chceniu się kończy.
Istnieją także osoby, które patrzą na to w inny sposób. "Jak jemu się uda, to dlaczego mi się nie ma udać" i wierzą, że tak się stanie. Takie osoby paradoksalnie nie są idiotami, tylko specyficznymi osobami. Specyficznymi, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bo razem z filmem dostają w prezencie piękną wartość duchową zwaną Wiarą.
Niestety, na tym świecie coś takiego jak wiara w siebie powoli przestaje istnieć w rzeczywistości. Coś, co zawsze powinno być zawsze w naszych umysłach i sercach, teraz musi być nam przekazywane w specyfikach do stosowania zewnętrznego.
Tym, którzy jakimś cudem mają owy specifik w genach pozostaje tylko mieć nadzieję, że popyt na leki nie spadnie, bo to oznaczałoby katastrofę. Na zakończenie pragnę tylko życzyć wam wiary. Bo wraz z wiarą kończy się człowiek, zaczyna chodząca rezygnacja zmierzająca ku nieuchronnnej zagładzie.

wtorek, 26 czerwca 2007

stuck with everything you are.


Cisza. Ja. Czas. Muzyka.
Ten oto zestaw bardzo sobie upodobałem. Zamykając się wśród czterech ścian kontempluję ze samotnością. Spokojna muzyka otwiera kanały myślowe, rozluźnia mięśnie i ogłusza emocje.
Lubię ten stan, rozkoszne sam na sam. Bo wtedy myśli są takie łatwe, wszystko robi się bardziej oczywiste i przystępniejsze. Tylko dlaczego takie piękne sytuacje zawsze wykorzystuję do bólu?
Dlaczego cieszyć się łatwym i przyjemnym pomyślunkiem zawsze zatapiam się w trudzie swojego smutku? Bo moje tabu zawsze przyprowadza mnie w bezkresne pola nieszczęścia, bo 'onaonaonaona' zawsze pcha we mnie bezsilność, rozdeptując umierające poczucie spełnienia?
Niepewność rodzi ból, niepewność rodzi lęk. Dwa krzyczące noworodki, odstraszajce wszelkie pozytywne myśli. Niestety, one nigdy nie miały zadatków na piastunki. Nie potrafią nawet poklepać smutnego mego ego i powiedzieć 'don't worry'. Właściwie to one tylko lubią sobie wypić i rozbić łeb o ziemię przy pięciu promilach. A przy lampce wina, w wykwintnej restauracji siedzą niepewność i smutek. Od zawsze się kochali. Nigdy nie kłócili, zawsze rozumieli. Idealna para. Idealna rozpacz.
Ale zawsze można je przykryć kołderką do snu i żyć dalej samoobojętnością. Jak długo?

wtorek, 19 czerwca 2007

cruel word, cruel world



Każdy z nas lubi sobie objąć jakieś życiowe motto, przeczytać zdanie które wskaże drogę, często też pochwalić się innym jakimś aforyzmem-znaleziskiem.
Jednakże większość poprzestaje tylko na napawaniu się pięknem owej sentencji, nie zastanawiając się, co ona w swoim życiu może poradzić. Bo najczęściej chodząc z pięknym szykiem zdań na ustach jesteśmy jednocześnie totalnym zaprzeczeniem owej tezy. A uciułane w genialnym umyśle zdanie staje się idiotycznie pustym zlepkiem liter, dla którego jakakolwiek życiowa interpretacja nie istnieje. Dlaczego?
Jednym z powodów są tu pewnie nasz umysł i dusza. Jesteśmy kim jesteśmy, zachowujemy się jak zachowujemy. Nasz charakter okazuje się być na tyle niekompatybilny ze złotą myślą, że wywala errora, zabija proces i bezdusznie zapomina o "piękności". Zostaje okienko z treścią ukazujące się na naszych ustach, palcach i oczach.
Doszedłem do wniosku, że im taki słowny twór piękniejszy, tym bardziej nieżyciowy. Bo lajf is brutal, ludzie to sk***syny i świat pędzi ku zagładzie. A gdzie w tych śmieciach miejsce dla świetlistego przekazu? Parę ulic w prawo. Tam, gdzie całe szafy pięknych metafor pseudożyciowych.
Live your life, not your word.

piątek, 15 czerwca 2007

to fail yourself?



Uczucie zawiedzenia towarzyszy nam w życiu bardzo często. Każde niepowodzenie, które miało być zwycięstwem, nadzieja, która narobiła nam niepotrzebnego szumu w głowie, czy wreszcie jakaś osoba, która okazała się nie taka, jaką ją widzieliśmy.
Często w tym momencie występuje obce, zimne i bardzo nieprzyjemne oszołomienie. Oszołomienie, którego symptomy widzimy tylko gdzieś w naszym umyśle. Wywołuje bałagan myśli, przewraca kolejność emocji, co często powoduje niekontrolowane ekslpozje.
U niektórych osób owe wybuchy są bardzo dziwne, bo niesamowicie precyzyjne. Trafiają w czuły punkt, dokonując sabotażu na naszej świadomości. Co się wtedy dzieje? Nie odczuwamy porażki, odnosimy dziwne wrażenie, jakby to "coś" się jeszcze nie skończyło i próbujemy panicznie szukać rozwiązania. Albo robimy to, co robiliśmy, tak jakby się nic nie stało. Bo niedopuszczamy myśli, że nie jesteśmy w stanie uratować sytuacji, zaspokoić pragnień, spełnić tego, o czym tak bardzo marzyliśmy. Jest to bardzo groźne, bo ciągłe próby ratunku kończące się niepowodzeniem coraz bardziej wpychają nas w ziemię, z której ostatecznie ciężko się podnieść. Ale podnieść się można i trzeba, bo leżenie na ziemi uśmierca nas z każdą sekundą. A martwym podnieść się to już niemal niemożliwe. Dla niektórych tak bardzo niemożliwe, że wolą się zakopać. I odejść na zawsze.

Don't lose your hope! Again...

środa, 13 czerwca 2007

Loneliness in crowd... of your love?



Samotność - rzecz, która wbrew pozorom może dawać się we znaki w 100tys. tłumie.
Stojąc wśród ludzi, dużo osób jest znanych, ale nie bliskich. Bo to właśnie tej bliskiej osoby
brakuje. Uśmiechu, głosu, dotyku... brakuje wszystkiego.
Ta wieczna pustka doskwiera wszędzie. Można próbować ją zapełnić półśrodkami, ale pełności
nigdy w ten sposób nie osiągniemy. A sytuacja pogorszy się z dnia na dzień. Środków
przeciwbólowych coraz większa gama, coraz większa dawka. Zdarza się, że znajdziemy
rozweselającą pigułkę szczęścia, która w naszym przypadku zadziała, wydawałoby się,
idealnie. Tylko co, gdy pigułka jest, praktycznie rzecz biorąc, alkoholem? Ogłupia,
wewnętrznie ośmiesza ból, dając uczucie sytości. Tylko nie zampomnijcie o kacu. brrr!
Jedynym remedium jest tu TA osoba. Tylko dlaczego antidotum jest tak trudno dostępne? Bo powstaje na bazie choroby, a to jest w przypadku psychiki zabieg cholernie bolesny. I trudny, bo
obiektywna samoocena w praktyce nie istnieje.
Ale każdy z nas może być tu geniuszem, któremu łatwo pojawia się lampka nad głową.

Don't lose your hope! It'll bring you death.

niedziela, 10 czerwca 2007

and there was light...