piątek, 15 czerwca 2007

to fail yourself?



Uczucie zawiedzenia towarzyszy nam w życiu bardzo często. Każde niepowodzenie, które miało być zwycięstwem, nadzieja, która narobiła nam niepotrzebnego szumu w głowie, czy wreszcie jakaś osoba, która okazała się nie taka, jaką ją widzieliśmy.
Często w tym momencie występuje obce, zimne i bardzo nieprzyjemne oszołomienie. Oszołomienie, którego symptomy widzimy tylko gdzieś w naszym umyśle. Wywołuje bałagan myśli, przewraca kolejność emocji, co często powoduje niekontrolowane ekslpozje.
U niektórych osób owe wybuchy są bardzo dziwne, bo niesamowicie precyzyjne. Trafiają w czuły punkt, dokonując sabotażu na naszej świadomości. Co się wtedy dzieje? Nie odczuwamy porażki, odnosimy dziwne wrażenie, jakby to "coś" się jeszcze nie skończyło i próbujemy panicznie szukać rozwiązania. Albo robimy to, co robiliśmy, tak jakby się nic nie stało. Bo niedopuszczamy myśli, że nie jesteśmy w stanie uratować sytuacji, zaspokoić pragnień, spełnić tego, o czym tak bardzo marzyliśmy. Jest to bardzo groźne, bo ciągłe próby ratunku kończące się niepowodzeniem coraz bardziej wpychają nas w ziemię, z której ostatecznie ciężko się podnieść. Ale podnieść się można i trzeba, bo leżenie na ziemi uśmierca nas z każdą sekundą. A martwym podnieść się to już niemal niemożliwe. Dla niektórych tak bardzo niemożliwe, że wolą się zakopać. I odejść na zawsze.

Don't lose your hope! Again...

2 ...from you?:

Paulinka :* pisze...

zgadzam się!! taka jest szara rzeczywistość... tak już jeste! jesteśmy jak gwoździe które wbijane są za pomocą młotka- a młotkiem jest każde złe słowo które nas rani, gest spojrzenie... tak to już jest!! na tym świecie nie jest tak pięknie jak w filmie!! buu |beczy| ale niestety to prawda!! ehhhhh

biala spiaczka pisze...

wolę nie zastanawiać się, skąd w tobie takie gorzkie refleksje. patrząc na zdjęcie jeszcz, przyszło mi do głowy 'tonący brzytwy się chwyta'. oby desperacja nigdy nie musiała przyjść, gdy ktoś zawiedzie.

w każdym razie, es tibi ipse mercurius. to zawsze jakoś pomaga.