piątek, 19 września 2008

Pray?



Dzisiaj naszła mnie pewna refleksja:
Otóż, bardzo często można zauważyć, że nasza modlitwa, czy ta w kościele, czy ta prywatna jest strasznie mechaniczna - po prostu wypluwamy z siebie stos głosek, kompletnie nie wkładając w to emocji, nie zwracając uwagę na sens tego co mówimy. Jak roboty.
Zauważyłem do tego zjawiska piękną analogię.
Nasze pragnienia, wszystko o co się 'modlimy', zarówno dosłownie, jak i w przenośni, staje się kompletną rutyną, to o czym marzymy przestaje być piękne, a staje się... niczym?

waiting...



Czynność zwana czekaniem znana jest każdemu z nas. Czekamy na różne rzeczy. Jedni na weekend, drudzy na przesyłkę ze sklepu, inni na ważne wydarzenie, niektórzy też wyczekują miłości
Często zdarza się, że wszystkie emocje, czynności, czy też rytuały mącą nam w głowie, przemęczają i dezorganizują życie bardziej niż ta rzecz zasługiwałaby na to.
Wraz z każdą minutą rozpędza się nasza wyobraźnia, nasze oczekiwania wobec przedmiotu pożądania wzrastają tak mocno, że gdy ta chwila nadchodzi doznajemy kompletnego rozczarowania, cała przyjemność z nią związana gdzieś się ulatnia.

A gdyby tak zupełnie zapomnieć o wszystkim i po prostu dać się zaskoczyć?